niedziela, 8 maja 2016

ROZDZIAŁ 3

*Yennefer*
Tak jak codziennie dzisiaj też wstałam o 7:00. Rap puszczony na full. Zapewne bym teraz słyszała darcie matki ‘zastępczej’, że mam to wyłączyć, ale póki co cieszę się samotnością w domu.


Ale może od początku.
Nazywam się Yennefer Parker, dla znajomych po prostu Yen. Urodziłam się 05.06.1997r w Australii w Rockhampton, w stanie Queensland, w pobliżu Rafy Koralowej. Przeniesiono mnie z rodzinnego miasta do Melbourne w stanie Wiktoria, przez narkotyki i wagarowanie, chociaż oceny miałam dobre i uczenie się przychodziło mi z łatwością, po prostu mi się nie chciało przez co nie zdałam.
Alyss moja najlepsza przyjaciółka odwiedza mnie, a ja ją jak mamy wolne, pokonać 2000 km wcale nie jest tak łatwo. Umawiamy się na różne zloty. No tak pewnie zapytacie jakie zloty. Nasza pasja to motocykle, to nasze życie. Niedługo po przeprowadzce znalazłam grupę motocyklistek które mnie przyjęły z otwartymi ramionami. Po roku zostałam liderką. Zadecydowały o tym moje liczne wygrane w tajnych wyścigach. Jeżeli już przy tym jesteśmy raz wylądowałam za to w więzieniu, rodzice mnie z niego wyciągnęli, ale miałam nadzór przez obcych ludzi dopóki nie skończyłam 18 lat. Na szczęście to już za mną,a  teraz wolność. Można tak ująć że żyję chwilą, nic ani nikt nie potrafi stanąć mi na przeszkodzie. Motocykle nie są moim jedynym zamiłowaniem, lubię chodzić na siłownię. Myślałam o trenowaniu boksu, ale na razie zostawiłam ten pomysł. Nie jest mi to pilnie potrzebne. Mam narkotyki, fajki, alkohol i motocykle.

Rodzina- no tak kim dla mnie może być rodzina skoro nie spędzam z nimi w ogóle czasu. Rodzice mieszają w innym stanie Australii a do domu przychodzę tylko się umyć, przebrać po szkole i wychodzę na imprezki. Sypiam zazwyczaj u koleżanek lub siedzę całą noc w klubie. Moja rodzina jest średnio zamożna. Motocykle i wszystkie akcesoria są za moją kasę. Różnie zdobywaną. Rodzice nie są zadowoleni z tego jaka jestem. Dają mi tylko pieniądze na ubrania i ewentualne wyżywienie poza domem. Nic więcej. Tata prowadzi firmę budowlaną. A mama jest opiekunką do małych dzieci. Obydwoje dla mnie surowi, ale jakoś mnie to nie obchodzi. Mam ich gdzieś.


A wracając do rzeczywistości:
Zwykle nie zwracam uwagi na to co na siebie wkładam, ale miałam przeczucie że to nie będzie zwyczajny dzień. Ogarnęłam się szybko i zgarnęłam potrzebne książki. Zeszłam na dół na śniadanie, ale już tam będąc nie byłam głodna. Wzięłam skórzaną kurtkę i wyszłam z domu. Była dość ładna pogoda więc uznałam, że mogę pojechać drogą okrężną i się zrelaksować przed kolejnym dniem w budzie. Napisałam do Shannon czy jedzie ze mną, ale nie odpisała. Cóż... Będę miała czas na przemyślenia.
Po miłej przejażdżce dotarłam do szkoły. Dziewczyny z mojej grupy już na mnie czekały.
-Siemka wszystkim
-Hej-odpowiedziały chórem
-Co powiecie dziś na wagary? Taka ładna pogoda…
-No co ty, może jutro. Dzisiaj w szkole będzie nowa laska. A konkretniej to w naszej klasie.
-Hmmm… Kusząca propozycja. Chodźcie zaparkujemy i idziemy na lekcje, byle żeby nie była kolejną nawiedzoną
- Oby -odpowiedziały zgodnie


*Na lekcji*
Profesor Johnson, co było do przewidzenia na samym wstępie przedstawił tą nową. Cassandra Harrison. Na pierwszy rzut oka nawet spoko, raczej ta z grzeczniejszych ale zobaczymy. Złapiemy ją po szkole. Może będzie chciała gadać i nie ucieknie przed nami jak większość nowicjuszek i nowicjuszy. Szykuje się niezła zabawa. Widać że jej rodzice są nadziani. Czyżby nasza nowa sponsorka? Ciekawe czy lubi Motocykle, albo czy paliła kiedyś Maryśkę, albo chociaż papierosy. Bo raczej alkoholu kiedyś posmakowała. Przynajmniej każdy powinien. Cóż… tak ciekawie się było wyrwać ze świata żywych, na darmo bo pan Christoph zwrócił się do mnie surowym tonem:
-Yennefer do tablicy!
-Czemu znowu ja?
-Bo wszyscy wiemy na co Cię stać, a ile z siebie dajesz.
-No, ale co panu do tego?!
-No chodź już nie marudź, pokażesz się z lepszej strony naszej nowej uczennicy.
-Czyżby nowy pupilek?
-Yennefer! Dostajesz uwagę negatywna za obrażanie koleżanki, a teraz odpowiadaj!
No i się zaczęło, nie wiem czy wcześniej wspomniałam, to nauczyciel Historii, miałam mu szczegółowo opowiedzieć co działo się w latach 1850-1865 w całej Australii. Jakbym tego potrzebowała po prostu wyszukałabym na internecie, a na chuj mi to w głowie.

*Po szkole*
-Hej Yen! Chyba czas zapoznać nową panieneczkę, co ty na to?
-No w sumie, dobrze mówisz. Tylko gdzie ją znajdziemy?
-No chodzi z nami do klasy więc również teraz skończyła...
-No racja
-Ty patrz to chyba ona
-Tak, na 100%. Ej, ty nowa! Chodź tu do nas!
-Cześć
-Siemka, Ja jestem Yennefer, ale mów mi Yen, znasz mnie z lekcji u Johnsona. To jest Shannon, moja przyjaciółka. A to reszta naszej paczki: Estelle, Ivana, Chloe, Grace i Naomi. 
-Miło was poznać, ja jestem Cassandra
-Ciebie też miło poznać-jak zwykle z sarkazmem powiedziała Ivana- Dziewczyny ja się zmywam do domu, Grace jedziesz ze mną? 
-No, w sumie pora już wracać. A wy zostajecie?
-Ja też zwijam żagle, Yen dzisiaj przyjadę po części do ciebie- cała Naomi, często zamawia nowe części i przychodzą do mnie do domu
-Dobra, ale niezbyt wcześnie, nie wiem jeszcze o której wrócę, zresztą od czego masz telefon.
-No racja, to narka
-Pa, do zobaczenia. No a reszta też się zwija? Chloe zabierasz się z Estelle? Bo Estelle się już zbiera.
-Nie, dziś jedzie ze mną. - Shannon mnie zaskoczyła, zazwyczaj nie miały dobrych relacji.
-A ty Cassandra? Czym wracasz do domu? Może Cię podwieźć? 
-N.. Nie.. Dzięki. Nie jeżdżę motorami
-Ale może jednak?
-Powiedziałam już że nie, a teraz wybacz ale chciałabym wrócić do domu i odpocząć
-Okej, to do jutra
-Do jutra
No, no, chyba kocica ma jednak ostre pazurki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

wtorek, 3 maja 2016

ROZDZIAŁ 2

*Cassandra*

Jest  21 Listopad 2016 r. Godzina 10:00 am. Właśnie wysiedliśmy z samolotu. A gdzie wylądowaliśmy ? W  Australii, w  Melbourne, w stanie Wiktoria. Tata chce rozwinąć swoje firmy również i na tym kontynencie, a mi się to nawet podoba, z tego co widziałam na zdjęciach jest tu ślicznie i gorąco, co mi jak najbardziej odpowiada i to właśnie tu ma się wszystko zmienić. To tutaj tata chce się osiedlić i zamieszkać na stałe. Mam tylko nadzieję, że obietnica zostanie dotrzymana.
Nie żebym nie lubiła podróży bo nawet mi się spodobały, ale też bym chciała mieć dom do którego będziemy wracali z tych podróży.
Z moich rozmyślań wyrwał głos taty:
-Cassie !
-Tak tato ?
-Chodź, spakujemy walizki i jedziemy do domu.
'Do domu'- jak to pięknie brzmi. Żeby to tak pięknie jeszcze wyglądało. Tak jak powiedział tata tak i zrobiliśmy. Po zapakowaniu bagaży do Mazdy 5- odjechaliśmy. Podczas jazdy starałam się zapamiętać jak najwięcej miejsc. Po niecałych 30 min podjechaliśmy pod dom moich marzeń. Gdy go zobaczyłam nie umiałam się powstrzymać i zaczęłam piszczeć.To był taki sam dom, który wybrałam z pośród wielu gdy tatusiek mnie pytał o zdanie, który jest w moim guście. Z radości skakałam i przytuliłam tatę.
-Nie wierzę ! To naprawdę ten dom ! To było zamierzone prawda ? -wróciłam się do taty.
-Oj słońce, może tak troszeczkę, no miałem problem z podjęciem decyzji a ty rozwiałaś moje wątpliwości - odparł z uśmiechem -Mówiłeś, że okna nie będą takie wielkie i szklane, albo będą przysłaniane przez drzewa. - oczywiście musiała zepsuć tą cudowną chwilę
-Wybacz, ale tutaj ciężko taki znaleźć chyba, że o wiele mniejszy i nie nowoczesny.
Jak to bywa rodzicielka mruczała coś pod nosem, ale nikt nie zwracał już na nią uwagi.
-Dobra kochane ! Marsz do domu, idziemy się rozpakować.
Tak jak powiedział tak też i zrobiłam tylko, że biegiem, a gdy otworzyłam stanęłam jak wryta. Może i dużo podróżowaliśmy i mieszkaliśmy w wielu bogatych mieszkaniach to jednak przebiło wszystko. Tamte były wybierane przez matkę więc mi się nie podobały bo miała całkiem inny gust, za to ten dom zapowiadał się być cały z moich pomysłów. Salon i jadalnia, kuchnia, były zbliżone go tego jak opowiadałam tacie. Wolę mniejsze i przytulniejsze ale ten, mimo dużej przestrzeni w domu był bardzo dobrze zagospodarowany. 
Zmieniam zdanie, lubię nie tylko mniejsze i przytulniejsze, ale też większe i przytulniejsze.


















-Jak tu pięknie !
-Cieszę się, że ci się podoba Cassie
-Nie sądzisz kochanie, że troszkę tu ponuro ? Może pasowałoby wprowadzić trochę koloru, albo chociaż coś w kolorze złota ? - wtrąciła matka
No tak, ona ma bzika na punkcie złotego, a tym bardziej rzeczy ze złota.
-Uważam, że jest przepięknie, i że nie trzeba, nie jest tu wcale ponuro.
W matce aż się zagotowało, że jej własny mąż nie liczy się z jej zdaniem tak jak do tej pory było, ale mnie to w jakiś sposób cieszyło. Oznajmiłam szybko, że idę zobaczyć górę a gdy biegłam usłyszałam jak tata krzyczy, że pierwsze drzwi na prawo są do mojego pokoju. Wbiegłam na górę podekscytowana, sama nie wiem do końca dlaczego, albo może dlatego, że to tu mamy mieszkać na stałe i to tu ma być to 'nowe życie' ? Udałam się prosto w stronę drzwi, które były prawie pośrodku korytarza. otworzyłam je i ujrzałam to:

 -O ja pierdziele !
Był taki jak chciałam, co do centymetra.
-Słownictwo droga panno - skarcił mnie tato, lecz gdy się odwróciłam na jego twarzy widziałam uśmiech - Po twojej wypowiedzi wnioskuję, że ci się spodobał
-Ty żartujesz ! On jest rewelacyjny !
- Cały w kolorze szarym i biały, jesteś dziewczyną w twoim wieku kolory to podstawa, dużo osób zniechęcisz swoją ponurością - wspominałam jak ja tej baby nienawidzę? Wiem, że to moja matka, ale do cholery jasnej ! Jesteśmy tu niecałe 15 minut a ona już 3 razy wtrąciła się co do mojego wyboru.
-Ja tu będę spędzać czas a nie ty i nie powinno cię zbytnio interesować kto mnie polubi lub nie bo taki mam gust a nie inny, a jak już to w efekcie to będzie mój problem a nie twój. -odpyskowałam
-Jak ty śmiesz się tak do mnie zwracać bachorze ! -już postawiła nogę w moim kierunku kiedy to tata stanął między nami i zarazem przypomniał nam o jego obecności.
-Claudette ! co to miało znaczyć ? -matka jakby otrzeźwiała i opadła w ramiona taty
-Wybacz kochanie, jestem tak zmęczona podróżą, że nie panuje nad sobą i wszystko mnie drażni
-Zatem udaj się do pokoju i odpocznij - nic nie odpowiedziała i wyszła, ale żeby postawić na swoim rzuciła mi spojrzenie mówiące, że jeszcze się ze mną policzy.
-Idziesz obejrzeć resztę góry ? - pokiwałam twierdząco głową i wyszliśmy na korytarz. Po tej samej stronie co mój pokój znajdowały się jeszcze jedne drzwi więc podeszłam do nich i je otwarłam. Moim oczom ukazał się -jak się domyślam- pokój gościnny.
Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, że ciocia Jenna wraz ze swoim mężem kilka lat temu sprowadzili się do tego miasta. Kto wie, może przyjedzie nas odwiedzić? Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos, który nigdy, ale to nigdy nie wróżył nic dobrego
- Jason !
-No słońce, mama chyba dotarła do sypialni.
Ja, nie rozumiejąc o co mu chodzi, podążyłam za nim bez słowa, a gdy przekroczyłam próg drzwi, które były pierwsze po lewej stronie od schodów i ujrzałam sypialnię rodziców, mimowolnie się uśmiechnęłam, niby nic a tak cieszy. Otóż spytacie dlaczego ?
Jak już wspominałam, matulka kocha złoty oraz pstrokate kolory, po prostu lubi się wyróżniać- zawsze i wszędzie, a ich sypialnia ... po prostu była w guście taty, prawdziwego biznesmena. Mi osobiście się podobał, ale nie mogłam nie zaśmiać się na minę rodzicielki, która wyglądała jak dojrzały burak.
-Jason, kochanie, przepraszam, ale myślałam, że to nasza sypialnia, a zapomniałam, że przecież mamy też pokój gościnny -odparła z ulgą i właśnie w tamtej chwili miałam niekontrolowaną ochotę wybuchnąć śmiechem,
- Ależ skarbie, to jest nasza sypialnia, pokój gościnny znajduje się na końcu korytarza po lewej stronie.
-No chyba sobie ze mnie żartujesz ! A gdzie są jakieś kolory, świecące dodatki ?! Jak cię proszę, przestań się tak dziecinnie zachowywać i mnie wkręcać, jestem zmęczona i muszę się przespać.
Wyraz twarzy taty diametralnie się zmienił. Z uśmiechniętego na bardzo poważnego, szczerze to nigdy go takiego nie widziałam.
-Powiem ostatni raz. To. Jest. Nasza. Sypialnia. Jeśli aż tak bardzo ci nie odpowiada to obejrzyj pokój gościnny, jeśli bardziej ci odpowiada to możesz w nim spać. Odkąd tu przyjechaliśmy tylko narzekasz, rozumiem, że jesteś zmęczona, ale mogłabyś się powstrzymać. Zawsze ty wybierałaś mieszkania i zawsze nasza sypialnia wyglądała jak sala balowa, w której nie dało się normalnie spać przez natłok tych wszystkich świecących rzeczy i wyrazistych kolorów.
Na twarzy tej kobiety widać było niedowierzanie, nie dziwiłam się, tato nigdy tak się nie zachowywał ani nie wyrażał. Jako, że nie chciałam aby mi się oberwało, zostawiłam ich samych, wycofałam się powoli i poszłam zwiedzać dalej, a gdy byłam za drzwiami usłyszałam tylko mruknięcie matki po czym trzask drzwi, a ponieważ nie wyszła z pokoju, domyśliłam się, że muszą mieć własną łazienkę w pokoju.
Po tej samej stronie tylko na końcu korytarza były jeszcze jedne drzwi, które były dla mnie zagadką. Za nimi kryła się ładna ale na swój sposób skromna łazienka:

Wracając do pokoju słyszałam jeszcze kłótnie rodziców. Zapowiadały się ciekawe dni (czujecie ten sarkazm?), mam wielką nadzieję, że tato będzie spędzał więcej czasu w domu, chodź zdaję sobie sprawę, że teraz gdy dopiero tutaj przyjechał, musi nad wszystkim czuwać. Nie uśmiecha mi się spędzać czasu w domu sam na sam z matką, ale obiecałam sobie, że nie będę już potulną dziewczynką, która boi się matki, dzisiejszy dzień, uświadomił mi, że mam szansę odmienić los.
Gdy rozpakowałam ubrania i urządziłam pokój była godzina 18:21 pm. No pięknie, spędziłam ok 7 godzin na porządki. Wyczerpana, postanowiłam udać się do łazienki, którą jak odkryłam miałam w pokoju :
Coś czuję, że to będzie moje kolejne miejsce na odstresowanie się. Po półgodzinnej kąpieli ubrałam się w krótkie dresowe spodenki w kolorze miętowym, luźną koszulkę z nadrukiem smerfów no i oczywiście puchate papcie upodabniające się do tygryska.
Mój brzuch dawał o sobie znać od dłuższego czasu, więc zeszłam na dół do kuchni. Przy wysepce stał tata i szykował kanapki. Dziwnie to wyglądało, bo to zazwyczaj ja szykowałam jemu kolację.
-O słońce, już idziesz spać?
-No za chwilę pójdę, chciałam wcześniej coś zjeść bo zgłodniałam -stanęłam przy nim i obserwowałam go przy 'pracy'. Po skończeniu, podsunął mi talerz
-No to wcinaj
-Ale ja sobie naszykuję, po prostu nigdy nie widziałam jak robisz kanapki, albo gotujesz
-Ej, obrażasz mnie, wbrew pozorom umiem gotować, lubię gotować, mam to po twojej babci. A teraz proszę jeść, specjalnie dla nas to naszykowałem , miałem cię zawołać jak skończę, ale no uprzedziłaś mnie - zaśmiał się, no proszę, mój tata się śmieje
-Dziękuję, smacznego - odpowiedziałam grzecznie i ze szczerym uśmiechem.
Gdy zjedliśmy, odstawiłam naczynia do zmywarki i poszliśmy na górę. Przy drzwiach do sypialni rodziców, tata przytulił mnie, powiedział dobranoc, i że mnie kocha, ja oczywiście opowiedziałam, że ja jego też i życzyłam kolorowych snów. Miałam dziwne, przyjemne uczucie, ostatni raz kiedy tato do mnie powiedział, że mnie kocha było gdy miałam ok 5 lat, teraz mam 17.
Zamknęłam za sobą drzwi, bo jak się okazało miałam w nich zamek i ułożyłam do snu licząc na lepsze dni, takie jak ten wieczór.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak więc jest i rozdział 2. Mam nadzieję, że piszę chociaż w miarę dobrze, albo po prostu 'okej' i ktoś skomentuje wyrażając swoją opinię. Zależy nam żeby chociaż jedna osoba odezwała się, albo dała chociaż jakąś emotką, jakiś znak.         Przepraszam za błędy jeśli jakieś zauważycie, chociaż sprawdzałam tyle razy, że nie powinno ich być.

Kolorowych snów,
Nana xx

poniedziałek, 2 maja 2016

ROZDZIAŁ 1

*Cassandra*

Tak na początek coś o mnie, rodzicach i dotychczasowym życiu.


Nazywam się Cassandra Harrison. Urodziłam się 7 sierpnia 1998 r. w Los Angeles.
Mieszkałam w wielu miejscach, tylko, że żadnego nie mogę nazwać prawdziwym domem. Moje życie odkąd nauczyłam się chodzić składało się z przeprowadzek i jednego wielkiego chaosu.
W wieku ok 3 lat pojechaliśmy do Chicago (3-6 lat), potem do Meksyku (6 lat), Toronto (6-8 lat), Detroit (8 lat), Manchester (8 lat), Londyn (8-9 lat), San Francisco (9-14 lat), Nowy Jork (14-17 lat).
Pewnie myślicie, że mam zajebiste życie, że mam zajebistych rodziców, bo są bogaci i dużo podróżujemy, ale jak to mówią “Nie oceniaj książki po okładce”.
Mój tata jest biznesmenem. Prowadzi wiele działalności. On sam jest Architektem budynków, mieszkań i ogrodów oraz ‘świeżym’ prawnikiem. Jego firma projektuje, ale również buduje, a jego kancelarie są wszystkim znane i rozmieszczone w każdym mieście w USA w którym byliśmy.
A matka ? Kiedy tata był w pracy to właśnie z nią musiałam zostać w domu. Nie lubiłam tego bo wtedy pokazywała swoją prawdziwą naturę. Tacie się chwaliła jak to ładnie posprzątała w domu, a tak naprawdę wynajmowała sprzątaczkę. Kiedy nie chciałam czegoś zrobić, przynieść, spełnić jej zachcianki bo jej się nie chciało dupy ruszyć, bo sobie siedziała przed tv czy w sypialni to przychodziła, zaczynała się drzeć, wyzywała mnie od szmat i nie posłusznych rozpuszczonych bachorów i z czasem coraz częściej mnie biła. Tacie mówiła że jestem niezdarna i spadłam ze schodów czy poślizgnęłam się i uderzyłam. Tata tylko kiwał głową, ale chwilami miałam wrażenie, że wcale jej nie uwierzył. Nie mam mu tego za złe, że nic z tym nie robił, nie wiedział jaka ona jest naprawdę, a kiedy wracał z pracy był zmęczony i marzył tylko o wygodnym łóżku. A dlaczego mu wybaczałam ? Wiedziałam, że pracuje jak wół żeby w przyszłości niczego nam nie zabrakło. Kiedy miał wolne albo pracował w domu a matka wyszła na zakupy, zajmował się mną. Bawił się, przynosił prezent w postaci misiów lub sukienek. Od małego nie obchodziły mnie jego pieniądze, chociaż lubiłam mówić żeby mi coś kupił, to marzyłam żeby tylko był w domu i został ze mną. On był dla mnie oparciem i żyłam myślą że kiedyś rozstanie się z matką bo zauważy jaka ona jest. Po pewnym czasie nawet zauważyłam, że częściej zostaje w domu i mówi matce żeby poszła na zakupy, a ona ochoczo przystawała na tą propozycję, i mówił mi, ze robi to dla mnie. Do matki dawno straciłam zaufanie. Jest dla mnie nikim odkąd zaczęła mnie bić i krzyczeć na mnie.
A nauczanie ? W większości miałam indywidualne przez podróże, ale w San Francisco i Nowym Jorku uczęszczałam do szkoły przez te kilka lat.


Tak więc wyglądało moje życie- na walizkach.

A czym się interesuję ? Muzyką, projektowaniem ogrodów oraz wnętrz i samochodami. No może nie jak się je naprawia itp, ale odkąd kilka lat temu tata zaczął mnie pomału uczyć jak się jeździ, spodobało mi się to bardzo. Projektowanie można powiedzieć, że mam w genach po tacie, a muzyka ? Po prostu mam ją w sobie. Te trzy rzeczy sprawiają, że mogę się odstresować i zapomnieć o otaczającym mnie świecie.



PROLOG

Każdy z nas ma jakąś historię, tylko jedni szczęśliwą, inni nie.
Nie każde życie, nie każdy los jest usłany różami.


Jak się potoczą losy gdy po latach przeprowadzek i podróży, znajdą miejsce gdzie zamieszkają na stałe ?
Jak będzie wyglądało życie dziewczyny, która nigdy nie miała prawdziwych przyjaciół i dużej styczności z rówieśnikami ?
Czy będzie chciała i umiała wydostać się z tego w co się wplątała ?
A co będzie jeśli tajemnice wyjdą na jaw ?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PS. Proszę o wyrozumiałość. Piszemy pierwszy raz i ‘testujemy’ się w tej dziedzinie. Prosimy o wyrażanie swojej opinii w komentarzach :)

Natalia xx